Srebrna mucha
poniedziałek, 25 listopada 2013
Moja slow-playlista
Na liście jest kilka coverów i "Angelene" zaśpiewana przez Nosowską. Mamy kawałek Gabrielle Aplin, Mashę, Ingrid Michaelson, Civil Wars, Yael Naim, Dillon i Jessie J. Moje dwie ulubione są na samym końcu i to są praktycznie unikaty. Nie kupuję normalnie muzyki, ale na te piosenki postanowiłem się pofatygować - brawa dla Alexy Wilkinson i Daughter
http://8tracks.com/pikolowet/episodes-of-the-night
Bzzt
piątek, 22 listopada 2013
Kopernik pokonany, czyli imperium małp
Wieczory dla dorosłych to stosunkowo nowy wynalazek w Centrum Nauki Kopernik i ich zadaniem, było ściągnięcie dorosłych do placówki, która powszechnie jest uważana za dziecięcą. Wieczór "Imperium Zmysłów" było dowodem na to, że cel osiągnięto, jednak za okropną cenę.
Nie wiem czego CNK się spodziewało po rozwieszeniu plakatów promujących wystawę w każdym zakamarku Warszawy, ale definitywnie nie spodziewał się TEGO. W teorii, była możliwość zakupu biletów jeszcze w noc wystawy, ale w praktyce, dzień przed, wszystko zostało wyprzedane. Pogłoski były różne, ale nie uznam za kłamstwo teorii, że było nas ze 1000 osób. Co zabawniejsze, miejsc na atrakcje "zapachowe" (czyli o tematyce wieczoru), było w sumie 460 (każde warsztaty i atrakcje miały swoje tury, gdzie na jedno maksymalnie mogło wsiąść 50 osób). Tak, domyślacie się co się działo? Tłum był wszędzie, do wszystkiego kolejka. Dobrnięcie do czegokolwiek, było nie lada wyzwaniem, a dotarcie na warsztaty było istną loterią w totka. Dlaczego? Otóż jednak nie żyjemy w cywilizowanym świecie, gdzie kolejka obowiązuje - żyjemy w kraju prymitywnych małp, które patrzą tylko na banana i nic/nikt więcej ich nie obchodzi
Stoję sobie 20 minutę w kolejce na warsztaty i jacyś panowie za mną prowadzą żywiołową dyskusję "jak to źle, jakie to chamy tutaj są". Kiedy wybija godzina wyplucia uczestników z warsztatów i ponownego zapełnienia komory, niestety nie mogę dostać się do środka. Nie przeszkadza to jednak panom za mną, którzy torując sobie drogę łokciami, wchodzą do sali. Również grupka osób, która przybyła tutaj 2 minuty temu mogła wejść. Ja, idiota wierzący w przyzwoitość ludzką, stoję i mrugam z niedowierzaniem.
Odchodząc z miejsca ewidentnej zbrodni, obmyślam plan. Uświadamiam sobie, że nie ma szans, bym gdziekolwiek się teraz dostał. Postanawiam więc stanąć w kolejce na wykład Pani Emmanuelle Giron:
„Historia perfum – od starożytności do współczesności”
Poznamy i powąchamy podstawowe składniki zapachowe perfum oraz nauczymy się je klasyfikować, odkrywając przy tym arcydzieła perfumiarstwa – od antyku do współczesności.
Prowadzenie: Emmanuelle Giron, L’Osmotheque (Francja) – przez 20 lat pracowała jako producent perfum w wielu laboratoriach (Harmann & Reimer, Sozio, Fruitaflo), gdzie opracowywała perfumy i zapachy do pomieszczeń. W 2008 roku odkryła Osmothèque (Międzynarodowe konserwatorium perfum) i podjęła się misji ocalenia dziedzictwa perfumeryjnego. Od 2012 roku jest wyłącznym producentem perfum dla firmy Un Air de Parfum. Wykłada na Wydziale Perfumerii w ISIPCA oraz na Université Montpellier."
Tak więc od 20 czekam na wykład o 20:45 (który i tak się spóźnił i zaczęliśmy dopiero o 21). Po 15 minutach cywilizowanego czekania na ramie obok wejścia, do mnie i do innych homo sapiens dociera, że chyba normalna niepisana umowa kolejkowa, do wielu nie dotarła. Stoimy więc jak ciecie i wyznaczamy linię kolejki ogonkowej, która niczym anomalia, panuje tylko tutaj, na tej właśnie atrakcji.
Wykład był prowadzony w języku francuskim, ale wyposażono nas w odpowiedni sprzęt i mogliśmy na te 60 minut zanurzyć się w niesamowitym świecie zapachów - poznaliśmy historię perfumiarstwa oraz kilku ludzi/zapachów przełomowych. W trakcie zajęć rozdawano nam do powąchania zapachy, których już się nie produkuje i istnieją tylko w archiwach Osmotheque. Dopełnieniem był autograf Pani Giron.
Warsztaty były arcyciekawe i jestem bardzo wdzięczny CKM za możliwość uczestniczenia w tym niezwykłym spotkaniu. Jednak trudno mi popadać w zachwyt, bo prawie półtorej godziny spędziłem w kolejkach. Nie wiem czy komukolwiek (w cywilizowany sposób) udało się wejść na więcej niż 2 atrakcje, a jeżeli istniejesz człowieku, to ujawnij się!
O samej tematyce perfum już niebawem, bo to temat rzeka, który spróbuję zatamować w innego posta. Bzzt
czwartek, 7 listopada 2013
"Wieczór" Przygotowania 2
Obawiam się problemów czasowych - jest całkiem sporo do załatwienia w dość krótkim czasie.
- pracować na "Wieczorem" i być jak najlepiej przygotowanym do 14;
- znaleźć praktyki w jakiejś instytucji, wydawnictwo WAB nie odpisało na mojego błagalnego mejla;
- napisać nowy konspekt do licencjatu;
- cały czas czytać książki do licencjatu;
- czytać książki, które mnie rozwijają;
- dobić do golda w League of Legends.
- Ptasiek
- Paragraf 22
- Bez mojej zgody
- Przepiórki w płatkach róży
- Handlowałem kobietami
sobota, 12 października 2013
Chory
Dopóki się chorym nie staniesz, nigdy nie przyjdzie ci do głowy, jak twoje ciało cudownie funkcjonuje, jak ta maszyna jest idealnie naoliwiona, twoja idealna skorupa. Wszystko się zmienia, gdy każdy ruch powoduje ukłucie w głowie, radio nadające piętro niżej jest tak na prawdę stadmioma rozwierzganymi bykami, ulem rozwścieczonych os gigantów, twoim prywatnym piekłem.
Na szczęście dzisiaj już nie wiercą nam w ścianach, próbując odratować resztkę z tego, co zostało po tym bloku. Czy tacy robotnicy nie powinni mieć wolne w soboty? Czy to zakrawa o naruszenie jakiś praw pracownika, czy coś? Mogę ich podać do sądu? Absurdalność pomysłów, które przychodzą osobie cierpiącej, by choć na chwilę zapobiec nawrotowi przeszywającego dzwonienia w głowie, nie ma granic.
Z powodu tego, że nauczono mnie siedzieć w łóżku podczas choroby, zabrałem się za polecaną przez moją koleżankę grę ''DRAMAtical Murder''. Gram w to już od ponad 4 godzin i miałem na swojej drodze tylko (aż?) 4 możliwości wybrania dalszej drogi mojego bohatera. Nie zrozum mnie źle, lubię takie filmowe opowiastki, ale czegoś innego oczekiwałem. Skoro jest tak mało decyzji do podjęcia, to przynajmniej powinny być one jakoś bardziej znaczące, albo pociągające za sobą jakieś dylematy moralne, zagwozdkę filozoficzną, COKOLWIEK, co może mieć jakieś znaczenie. Niestety, nasze decyzje odnoszą się do tak istotnych spraw, jak ''czy odrzucić rękę, która chce nas pogłaskać po głowie?".
Książki do licencjatu dziś ani na moment nie tknąłem. Produktwnosć oszołamiająca
sobota, 20 lipca 2013
Co ja tutaj robię?
-Yhym, jakby mógł Pan mówić trochę głośniej.
Dlaczego tutaj jestem?
-Tak, dokładnie. W czym problem?
Przecież ja nic nie wiem o komputerach.
-Rozumiem. Czy próbował Pan wyłączyć i włączyć z powrotem?
Kiedy się zorientują, że nie mam o tym bladego pojęcia?
-Jak to nie pomoże, proszę zadzwonić ponownie
To już prawie trzy tygodnie
Odstawiam słuchawkę na miejsce modląc się, aby nikt nie był na tyle szalony, by dzwonić tutaj dwie minuty przed zamknięciem. Biorę głęboki wdech. Jeszcze tylko te dwie minuty i tylko następne pięć dni, i będzie wypłata. Przegryzam wargę ze zdenerwowaniem i patrzę przymrużonymi oczami w stronę telefonu.
Ani
Mi
Się
Waż
Jeszcze tylko minuta.
Pierwsza zasada nie zostawania dłużej w pracy: przez ostatnie 10 minut nie istniejesz. Żadnego wychylania, patrzenia utęsknionym wzrokiem po oknach czy uśmiechania się do telefonu. Patrzysz w monitor i mrużysz oczy. Wykonujesz jakieś szalenie ważne zadanie i prędko stukasz w klawiaturę, albo głośno klikasz myszką. Jeżeli ktoś cię nagle do ciebie przychodzi i chce wydać polecenie, wtedy robisz dokładnie to samo co ja, kiedy przyszedł Rob:
-Szszszs- trzymam palec wskazujący przy ustach i cudem jednego z najlepiej poznawalnych gestów, proszę o nie przeszkadzanie. Oczywiście jedna ręka na myszce/klawiaturze, a wzrok szybko powraca do monitora. Zachowaj kształt swoich ust, tak jakbyś wcale nie zdjął/zdjęła palca. Możesz także dodać kolejne "szsz", tak jakbyś rozbrajał bombę i nie miał czasu pomagać koledze w tak przyziemnych i trywialnych czynnościach o które prosi.
Rob odchodzi.
Nie, nie jestem chamem i prostakiem. W czasie pracy chętnie pomogę, ale kiedy ma wybić 19, nie ma mnie dla nikogo. Płacicie mi minimalną pensję i odrywacie spore kawałki, kiedy się spóźnię pięć minut - nie liczcie na moją pomoc. Pierwotne jest to postępowanie, ale niestety tylko na to mnie stać po całym dniu siedzenia przy tym przeklętym biurku.
Wybija upragniony fajrant.
Zasada numer dwa: nie wybiegasz. Rzeczy wrzucasz do torby szybko, ale bez pośpiechu. Wychodzisz wolno, ale przy okazji spoglądasz na zegarek i trochę przyspieszasz.
Podchodzi Martha
Robię cierpiącą minę i stukam palcem w zegarek, trochę się uginam tworząc nibybłagalną pozę (cały czas idąc w stronę drzwi).
Martha odpuszcza.
Wychodząc z budynku mijam Roba i Daniela. Niosą gigantyczną paczką i już widzę, że nie zmieści się ona przez drzwi. Trzeba będzie się trochę napracować, żeby otworzyć to pudło - ma taką czarną taśmę, którą ja również owijam paczki na wysyłkę. Macham ręką na pożegnanie.
Lubię iść przez to miasto wieczorem. Ponieważ pracuję praktycznie w samym centrum miasta, w drodze do mieszkania mija mnie absolutnie każdy przedział wiekowy, zawód, status społeczny. Czasem z nudów idę za nimi i odkrywam nowe fragmenty tego przedziwnego miasta.
Mieszkam tutaj zaledwie kilka miesięcy, ale już czuję, że jest to moje miasto. Trudno opisać tak dziwną więź kiedy spotykasz coś i jesteś absolutnie przekonany, że to tutaj powinieneś być od samego początku. Nie jest to uczucie, którego zaznajesz będąc w swoim pokoju z kubkiem herbaty i patrząc przez okno na panoramę miasta. Mówię tutaj o czymś, co czuję stojąc na światłach, idąc po nierównym chodniku, patrząc na wystawy w sklepach. Wszystko jest tutaj w idealnej harmonii. Każda dziura, wygięcie, każdy śmieć - wszystko jest tutaj z jakiegoś powodu i tworzy to niezwykłe miasto pełne zapachów, dźwięków i barw.
Sunę razem z rzeką ludzi przez ten kanion butików. Drogowskazy zastępują wielkie znaki z "75% ZNIŻKI". Jest już wiosna i niebo jeszcze nie jest do końca ciemne, ale Bandri już rozpoczynało swój nocny cykl. Dudniący bas zza ścian, migające neony. W piątki wszystko zaczynało się trochę wcześniej i już zdążyłem naliczyć czwartą grupkę roześmianych nastolatków, którzy zdążyli wyjść z jednego pubu i kierują się do następnego.
Wypatruję, za kim dzisiaj pójść. Mam prawdziwy wachlarz wyboru. Ten staruszek w granatowym garniturze? Może jednak nie, nie mam ochoty dzisiaj na powolny spacer. A może ten chłopak w zielonej bluzie... nie, pewnie idzie do jakiegoś klubu.
Oh.
To może być interesujące. Dziewczyna, końcówka liceum, albo już studia, ciemne włosy, trochę poszarpane jeansy i czerwony podkoszulek. Wyglądała na trochę zdezorientowaną. Kurczowo trzymając się swojej torby, wyciągała głowę do góry, próbując wypatrzeć czegoś lub kogoś z tłumu. Co rusz ktoś się o nią obijał, bo stoi na środku ulicy. Chciałem podbiec i zaoferować pomoc, ale po chwili namysłu postanowiłem pozostać w roli obserwatora. Stanąłem przy ścianie i nie spuszczałem dziewczyny z oczu.
Ciekawe jak ma na imię? Wygląda na Natalie. Albo może Jane? Jakieś imię, które by brzmiało silnie, ale bez przesady. Kobieta wyraźna, ale z żeńskim obramowaniem. Nie żadna Helga. Anna? Nie, zbyt delikatne. Nicky. Nie, brzmi trochę za zawadiacko. Chyba zostanę przy Natalie. Tak, podoba mi się to imię.
W czasie moich rozmyślań, odebrała telefon i zaczęła nerwowo się rozglądać na boki. Czyżby randka w ciemno?
Mój nastrój kontemplacji zaburzyła osoba obok. Jak Natalie, też wyszukiwał kogoś w tłumie. Chyba znalazł, bo spojrzał na nią, odwrócił się za siebie i krzyknął coś niezrozumiale. Do mojego sąsiada przyszli dwaj inni mężczyźni.
Bandri potrafi być piękne. Zachwyci cię feerią kolorów, odurzy zapachem z restauracji. Idąc samotnie przez niektóre ulice możesz wpaść w trans, nasłuchując odgłosu swoich podeszw bijących w chodnik. Z samego rana, kiedy tylko nieliczni wyszli do pracy, możesz zobaczyć zupełnie inne oblicze tego miasta. Tak, jakbyś o 9 rano został przeniesiony do zupełnie innego miejsca. Poukrywane sklepy, skryte pod blaszanymi kotarami zaczynają dodawać głębi do pustych korytarzy, roznosiciele gazet wypełniają swoim głosem ulicę, a ekipa sprzątająca, jak cienie, przenikają w ściany tylko po to, by jutro z rano ponownie rozpocząć ten rytuał.
Bandri potrafi przerazić. Nieraz zatrzymasz się z przerażenia i do końca dnia nie będziesz w stanie wymusić na sobie uśmiechu. Idąc samotnie przez niektóre ulice możesz paść łatwą ofiarą zbrodniarza bez twarzy. Ale tego typu kradzieże są w każdym mieście. Powodem, dla którego Bandri jest trzecim najniebezpieczniejszym miastem w kraju jest fakt, że w naszym mieście znalazły schron jedne z najniebezpieczniejszych osób ściganych za więcej przestępstw, niż byłbyś w stanie policzyć. Kiedy przyjeżdżają bandziory z takim stażem, naturalnie przychodzą do nich zwolennicy. Takim sposobem powstały cztery gangi, o których wie każdy mieszkaniec.
Nie, policja nie jest w stanie nic zrobić... znaczy starała się, ale czym są pojedyncze jednostki wobec takiego molocha? Musieliśmy się więc nauczyć z tym żyć. Są pewne niepisane reguły, zakazy, dla nas, przyziemnych mrówek. Niektórymi ulicami się nie idzie, do niektórych restauracji się nie zagląda, a do pewnych ludzi po prostu nie masz prawa mówić. Każde wykroczenie jest karane, a od konsekwencji nie ma ucieczki.
Dwaj mężczyźni wymienili kilka słów z tajemniczym mężczyzną który ich zawołał, a potem odeszli w dwóch różnych kierunkach.
Widziałem to za wiele razy. Już ją zobaczyli, widzieli jej twarz. Choćbym biegł i się siłował, nie mam szans przeciwko tej trójce. Wytłumaczony racjonalnością, odszedłem jak tchórz.
Gdybym miał sprawne sumienie jak ty, pewnie już dawno bym wykitował w tym mieście. Nie można kontemplować, bo jak dotrze do ciebie, że od tego nie ma ucieczki, od tego nie da się ukryć, skończysz jak mój ojciec.
Mieszkam w 4-tej dzielnicy. Moją współlokatorką jest Monica, poznałem ją przez internet jak jeszcze byłem mały. Kiedy dowiedziałem się, że też mieszka w Bandri, od razu postanowiliśmy zamieszkać razem.
-Masz jedzenie? - jak mantra powtarzane każdego dnia.
-Siedzisz cały dzień w domu, sklep jest 10 minut od nas, jaki jest problem w pójściu do niego? - moja mantra rewanżowa.
Ten nasz mały obrządek powtarza się codziennie, ale cieszę się z niego, bo to jedno z niewielu rzeczy, których mogę być pewny.

