8tracks.com to portal, gdzie każdy może stworzyć playlistę i udostępnić ją dla "całych internetów". Portal różni się tym, że wybieramy sobie jaki rodzaj piosenek chcemy poprzez wybranie kafelków odpowiadających naszemu nastrojowi. Kolekcji są tysiące, a użytkownicy potrafią wyłowić prawdziwe perełki. Ponieważ mam kilka mniej znanych piosenek, chciałem się nimi podzielić ze światem (małe ciągoty do indie) i dodatkowo zrobić sobie listę na moje epizody w nocy, kiedy mam ochotę poleżeć i po prostu przemijać. Jedyną wadą jest niestety to, że "przewijać" do następnej piosenki możemy tylko 2-3 razy na playlistę.
Na liście jest kilka coverów i "Angelene" zaśpiewana przez Nosowską. Mamy kawałek Gabrielle Aplin, Mashę, Ingrid Michaelson, Civil Wars, Yael Naim, Dillon i Jessie J. Moje dwie ulubione są na samym końcu i to są praktycznie unikaty. Nie kupuję normalnie muzyki, ale na te piosenki postanowiłem się pofatygować - brawa dla Alexy Wilkinson i Daughter
http://8tracks.com/pikolowet/episodes-of-the-night
Bzzt
poniedziałek, 25 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
Kopernik pokonany, czyli imperium małp
Szczypta hejtu, ale mam nadzieję konstruktywnego.
Wieczory dla dorosłych to stosunkowo nowy wynalazek w Centrum Nauki Kopernik i ich zadaniem, było ściągnięcie dorosłych do placówki, która powszechnie jest uważana za dziecięcą. Wieczór "Imperium Zmysłów" było dowodem na to, że cel osiągnięto, jednak za okropną cenę.
Nie wiem czego CNK się spodziewało po rozwieszeniu plakatów promujących wystawę w każdym zakamarku Warszawy, ale definitywnie nie spodziewał się TEGO. W teorii, była możliwość zakupu biletów jeszcze w noc wystawy, ale w praktyce, dzień przed, wszystko zostało wyprzedane. Pogłoski były różne, ale nie uznam za kłamstwo teorii, że było nas ze 1000 osób. Co zabawniejsze, miejsc na atrakcje "zapachowe" (czyli o tematyce wieczoru), było w sumie 460 (każde warsztaty i atrakcje miały swoje tury, gdzie na jedno maksymalnie mogło wsiąść 50 osób). Tak, domyślacie się co się działo? Tłum był wszędzie, do wszystkiego kolejka. Dobrnięcie do czegokolwiek, było nie lada wyzwaniem, a dotarcie na warsztaty było istną loterią w totka. Dlaczego? Otóż jednak nie żyjemy w cywilizowanym świecie, gdzie kolejka obowiązuje - żyjemy w kraju prymitywnych małp, które patrzą tylko na banana i nic/nikt więcej ich nie obchodzi
Stoję sobie 20 minutę w kolejce na warsztaty i jacyś panowie za mną prowadzą żywiołową dyskusję "jak to źle, jakie to chamy tutaj są". Kiedy wybija godzina wyplucia uczestników z warsztatów i ponownego zapełnienia komory, niestety nie mogę dostać się do środka. Nie przeszkadza to jednak panom za mną, którzy torując sobie drogę łokciami, wchodzą do sali. Również grupka osób, która przybyła tutaj 2 minuty temu mogła wejść. Ja, idiota wierzący w przyzwoitość ludzką, stoję i mrugam z niedowierzaniem.
Odchodząc z miejsca ewidentnej zbrodni, obmyślam plan. Uświadamiam sobie, że nie ma szans, bym gdziekolwiek się teraz dostał. Postanawiam więc stanąć w kolejce na wykład Pani Emmanuelle Giron:
Tak więc od 20 czekam na wykład o 20:45 (który i tak się spóźnił i zaczęliśmy dopiero o 21). Po 15 minutach cywilizowanego czekania na ramie obok wejścia, do mnie i do innych homo sapiens dociera, że chyba normalna niepisana umowa kolejkowa, do wielu nie dotarła. Stoimy więc jak ciecie i wyznaczamy linię kolejki ogonkowej, która niczym anomalia, panuje tylko tutaj, na tej właśnie atrakcji.
Wykład był prowadzony w języku francuskim, ale wyposażono nas w odpowiedni sprzęt i mogliśmy na te 60 minut zanurzyć się w niesamowitym świecie zapachów - poznaliśmy historię perfumiarstwa oraz kilku ludzi/zapachów przełomowych. W trakcie zajęć rozdawano nam do powąchania zapachy, których już się nie produkuje i istnieją tylko w archiwach Osmotheque. Dopełnieniem był autograf Pani Giron.
Warsztaty były arcyciekawe i jestem bardzo wdzięczny CKM za możliwość uczestniczenia w tym niezwykłym spotkaniu. Jednak trudno mi popadać w zachwyt, bo prawie półtorej godziny spędziłem w kolejkach. Nie wiem czy komukolwiek (w cywilizowany sposób) udało się wejść na więcej niż 2 atrakcje, a jeżeli istniejesz człowieku, to ujawnij się!
O samej tematyce perfum już niebawem, bo to temat rzeka, który spróbuję zatamować w innego posta. Bzzt
Wieczory dla dorosłych to stosunkowo nowy wynalazek w Centrum Nauki Kopernik i ich zadaniem, było ściągnięcie dorosłych do placówki, która powszechnie jest uważana za dziecięcą. Wieczór "Imperium Zmysłów" było dowodem na to, że cel osiągnięto, jednak za okropną cenę.
Nie wiem czego CNK się spodziewało po rozwieszeniu plakatów promujących wystawę w każdym zakamarku Warszawy, ale definitywnie nie spodziewał się TEGO. W teorii, była możliwość zakupu biletów jeszcze w noc wystawy, ale w praktyce, dzień przed, wszystko zostało wyprzedane. Pogłoski były różne, ale nie uznam za kłamstwo teorii, że było nas ze 1000 osób. Co zabawniejsze, miejsc na atrakcje "zapachowe" (czyli o tematyce wieczoru), było w sumie 460 (każde warsztaty i atrakcje miały swoje tury, gdzie na jedno maksymalnie mogło wsiąść 50 osób). Tak, domyślacie się co się działo? Tłum był wszędzie, do wszystkiego kolejka. Dobrnięcie do czegokolwiek, było nie lada wyzwaniem, a dotarcie na warsztaty było istną loterią w totka. Dlaczego? Otóż jednak nie żyjemy w cywilizowanym świecie, gdzie kolejka obowiązuje - żyjemy w kraju prymitywnych małp, które patrzą tylko na banana i nic/nikt więcej ich nie obchodzi
Stoję sobie 20 minutę w kolejce na warsztaty i jacyś panowie za mną prowadzą żywiołową dyskusję "jak to źle, jakie to chamy tutaj są". Kiedy wybija godzina wyplucia uczestników z warsztatów i ponownego zapełnienia komory, niestety nie mogę dostać się do środka. Nie przeszkadza to jednak panom za mną, którzy torując sobie drogę łokciami, wchodzą do sali. Również grupka osób, która przybyła tutaj 2 minuty temu mogła wejść. Ja, idiota wierzący w przyzwoitość ludzką, stoję i mrugam z niedowierzaniem.
Odchodząc z miejsca ewidentnej zbrodni, obmyślam plan. Uświadamiam sobie, że nie ma szans, bym gdziekolwiek się teraz dostał. Postanawiam więc stanąć w kolejce na wykład Pani Emmanuelle Giron:
„Historia perfum – od starożytności do współczesności”
Poznamy i powąchamy podstawowe składniki zapachowe perfum oraz nauczymy się je klasyfikować, odkrywając przy tym arcydzieła perfumiarstwa – od antyku do współczesności.
Prowadzenie: Emmanuelle Giron, L’Osmotheque (Francja) – przez 20 lat pracowała jako producent perfum w wielu laboratoriach (Harmann & Reimer, Sozio, Fruitaflo), gdzie opracowywała perfumy i zapachy do pomieszczeń. W 2008 roku odkryła Osmothèque (Międzynarodowe konserwatorium perfum) i podjęła się misji ocalenia dziedzictwa perfumeryjnego. Od 2012 roku jest wyłącznym producentem perfum dla firmy Un Air de Parfum. Wykłada na Wydziale Perfumerii w ISIPCA oraz na Université Montpellier."
Tak więc od 20 czekam na wykład o 20:45 (który i tak się spóźnił i zaczęliśmy dopiero o 21). Po 15 minutach cywilizowanego czekania na ramie obok wejścia, do mnie i do innych homo sapiens dociera, że chyba normalna niepisana umowa kolejkowa, do wielu nie dotarła. Stoimy więc jak ciecie i wyznaczamy linię kolejki ogonkowej, która niczym anomalia, panuje tylko tutaj, na tej właśnie atrakcji.
Wykład był prowadzony w języku francuskim, ale wyposażono nas w odpowiedni sprzęt i mogliśmy na te 60 minut zanurzyć się w niesamowitym świecie zapachów - poznaliśmy historię perfumiarstwa oraz kilku ludzi/zapachów przełomowych. W trakcie zajęć rozdawano nam do powąchania zapachy, których już się nie produkuje i istnieją tylko w archiwach Osmotheque. Dopełnieniem był autograf Pani Giron.
Warsztaty były arcyciekawe i jestem bardzo wdzięczny CKM za możliwość uczestniczenia w tym niezwykłym spotkaniu. Jednak trudno mi popadać w zachwyt, bo prawie półtorej godziny spędziłem w kolejkach. Nie wiem czy komukolwiek (w cywilizowany sposób) udało się wejść na więcej niż 2 atrakcje, a jeżeli istniejesz człowieku, to ujawnij się!
O samej tematyce perfum już niebawem, bo to temat rzeka, który spróbuję zatamować w innego posta. Bzzt
czwartek, 7 listopada 2013
"Wieczór" Przygotowania 2
14 zbliża się nieubłaganie. Wracając od mego dziecka <jestem niańkiem> wpadłem na pomysł, który już kiedyś dawien dawno napisałem i bardzo prawdopodobne, że to ten, a nie ten wczorajszy, wykonam.
Obawiam się problemów czasowych - jest całkiem sporo do załatwienia w dość krótkim czasie.
Obawiam się problemów czasowych - jest całkiem sporo do załatwienia w dość krótkim czasie.
- pracować na "Wieczorem" i być jak najlepiej przygotowanym do 14;
- znaleźć praktyki w jakiejś instytucji, wydawnictwo WAB nie odpisało na mojego błagalnego mejla;
- napisać nowy konspekt do licencjatu;
- cały czas czytać książki do licencjatu;
- czytać książki, które mnie rozwijają;
- dobić do golda w League of Legends.
Jest źle. Dzisiaj wydałem ponad 100 zł na książki, ale jest na to usprawiedliwienie. Zbierałem się, żeby je kupić już z dobre kilka miesięcy, tak więc kiedy przyszła wypłata, wszystko trzeba było wydać.
- Ptasiek
- Paragraf 22
- Bez mojej zgody
- Przepiórki w płatkach róży
- Handlowałem kobietami
Ostatnie kupiłem w zasadzie na doczepkę, miałem troszkę czasu i wstąpiłem do Dedalusa. Ogólnie nie jest to mój typ książek, ale zaintrygował mnie trochę temat, na który poświęciliśmy już całkiem sporo czasu na studiach i bardzo nietypowe do niego podejście. Zeznań kobiet, które uciekły, jest na pęczki, ale autor idzie o krok dalej.
"Antonio Sala, to pseudonim hiszpańskiego dziennikarza śledczego, który przeniknął w struktury międzynarodowej mafii, gdzie przez rok udawał handlarza ludźmi. Od środka poznawał mechanizm popełnianych przestępstw i ich ofiary - kobiety. Ukrywa się, gdyż grożą mu śmiercią ci, których działalność zdemaskował. Wcielał się też w role neonazisty czy terrorysty, a swoje doświadczenie opisał w innych książkach"
Wiem, że aż za bardzo przypomina to Gomorrę (sam nie czytałem, ale znam zarys), ale książka jest wydana przez Literatura Faktu PWN, więc to o czymś świadczy. Konsultacja merytoryczna przez Alicję Głuszek - Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu "La Strada". Samo wydanie jest też bardzo ciekawe - matowa okładka i kilka naklejek, w środku znajduje się jeden segment poświęcony na zdjęcia, ma średniej długości skrzydełka, lekko chropowaty, kremowy papier. To jest tego typu wydanie, które aż miło trzyma się w ręce.
O Ptaśku się już tyle nasłuchałem, że aż po prostu musiałem go kupić. Paragraf 22 jest świętą księgą mojego ojca i brata, więc chcę czy nie, muszę to przeczytać. Bez mojej zgody zainteresowało mnie tematem, który na pewno skłoni mnie do refleksji, a Przepiórki w płatkach róży poleciła mi Pani S.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

